Moi podwładni domagają się demokracji w zarządzaniu, co tak naprawdę sprowadza się do konsultowania wszystkich decyzji. No cóż, taki nawyk. Abstrahując już od tego, że to wcale nie jest najdoskonalszy styl zarządzania, że efektywniejsze jest pogranicze demokracji i autokracji, to jeszcze trzeba pamiętać, że demokracja działa w obie strony. Jeśli oczekujesz od szefa, że dzieli się swoimi kompetencjami, to musisz przyjąć część jego odpowiedzialności. Koniec, kropka. I nie chodzi tu o wyręczanie w wykonywaniu zadań, ale o poczucie, że to, co się dzieje w firmie, to jest tylko sprawa kierownictwa.
Przydałaby się jeszcze otwartość i próba spojrzenia na konkretny problem szerzej (to niestety wymaga inteligencji), a nie zakładanie a priori złośliwości i nieudolności szefa (choćby to i czasem była prawda).
I jeszcze taka obserwacja - występowanie do szefa, żeby „coś zarządził” oznacza, że zwykle oczekuje się, żeby to zarządzenie dotyczyło kogoś innego, często na niższym szczeblu.
To takich kilka spostrzeżeń po dzisiejszym dniu w pracy :-(
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Nikt ze mną nie rezonuje
Czasem zapadam się w sobie. Zawsze tak było. Zawsze czułem się inny. Nie żeby zaraz wyjątkowy. Po prostu inny. Zawsze czegoś szukałem. Nadal...
-
Dzisiaj zrobił się kącik poetycki. Najpierw Teoria jednolitego pola Tima Josepha (w przekładzie Lecha Jęczmyka - oryginał tutaj ): Na począt...
-
Nie o samej książce Grossa chcę pisać, tym bardziej, że jej jeszcze nie czytałem. Czytałem za to sporo omówień i dyskusji na jej temat i to ...
-
17 lat temu umarł Tadeusz Kantor. Usłyszałem o nim pewnie dopiero kilka lat wcześniej, przy okazji emisji w telewizji zapisu spektaklu Wiel...