Oprócz Nohavicy, o którym już tu pisałem, słucham głównie męskiej muzyki. I chodzi mi o wykonawstwo, a nie tematykę. Kiedyś może zrobię zestawienie moich ulubionych wykonawców, dzisiaj tylko jeden z nich – Vinicio Capossella. Znam go dzięki Francesco, z którym na imprezie z Duńczykami rozmawialiśmy pijaną angielszczyzną o muzyce. Ja się z nim podzieliłem moją miłością do Fabrizio De André a on mi w zamian dał kilka płyt Vinicio. Facet śpiewa lirycznie, bardzo lirycznie, żeby innym razem chrypieć i hałasować jak Waits.
A oto uroczo banalna piosenka i świetny teledysk sąsiada z blogspota Piero Tonina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Nikt ze mną nie rezonuje
Czasem zapadam się w sobie. Zawsze tak było. Zawsze czułem się inny. Nie żeby zaraz wyjątkowy. Po prostu inny. Zawsze czegoś szukałem. Nadal...
-
Dzisiaj zrobił się kącik poetycki. Najpierw Teoria jednolitego pola Tima Josepha (w przekładzie Lecha Jęczmyka - oryginał tutaj ): Na począt...
-
Nie o samej książce Grossa chcę pisać, tym bardziej, że jej jeszcze nie czytałem. Czytałem za to sporo omówień i dyskusji na jej temat i to ...
-
17 lat temu umarł Tadeusz Kantor. Usłyszałem o nim pewnie dopiero kilka lat wcześniej, przy okazji emisji w telewizji zapisu spektaklu Wiel...