Jestem wielbicielem. Bezkrytycznym. Mimo dysonansu pewnego, bo jak tu pogodzić lewackie poglądy z uwielbieniem dla lady Grantham? Obu zresztą.
To nie jest tak, że nie dostrzegam tam pewnych mielizn, ja ich po prostu nie chcę widzieć i do racjonalnej części umysłu nie dopuszczam. Oglądam głównie emocjami, wzruszenie na pierwszym planie.
Świat tam przedstawiony, to świat, który się szybko zmienia i który dąży do zmiany fundamentalnej. Akcja kończy się w 1925 roku, jeszcze daleko do wojny, ale widz przecież wie, jak się to skończy. I ta nieuchronność zmiany w zderzeniu ze swoistym pięknem i elegancją ówczesnego porządku w Downton (a przecież okrutnie niesprawiedliwego) jest dla mnie źródłem nostalgii.
22 marca 2018
Downton Abbey
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nikt ze mną nie rezonuje
Czasem zapadam się w sobie. Zawsze tak było. Zawsze czułem się inny. Nie żeby zaraz wyjątkowy. Po prostu inny. Zawsze czegoś szukałem. Nadal...
-
Dzisiaj zrobił się kącik poetycki. Najpierw Teoria jednolitego pola Tima Josepha (w przekładzie Lecha Jęczmyka - oryginał tutaj ): Na począt...
-
Nie o samej książce Grossa chcę pisać, tym bardziej, że jej jeszcze nie czytałem. Czytałem za to sporo omówień i dyskusji na jej temat i to ...
-
17 lat temu umarł Tadeusz Kantor. Usłyszałem o nim pewnie dopiero kilka lat wcześniej, przy okazji emisji w telewizji zapisu spektaklu Wiel...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz