01 listopada 2010

Starorzecza

Miłośnikiem książek Antoniego Kroh (sic!) jestem od czasu Sklepu potrzeb kulturalnych. Ale dopiero od O Szwejku i o nas (wydanie tarnowskie) jestem Pana Antoniego wielbicielem. Raz, że tematyka mi bliska (Czesi, Szwejk, cmentarze z I wojny), a dwa, że humor taki jaki lubię najbardziej. Teraz kończę Starorzecza .

Bardzo, bardzo rzadko mam ochotę poznać autora przeczytanej książki. Nie dlatego, że mogło by to być źródłem rozczarowania (może to jakiś nudziarz albo typ obrzydliwy?), ale głównie dlatego, że relacja twórca - dzieło mało mnie interesuje. Kroh jest wyjątkiem - jestem go niezmiernie ciekaw jako człowieka.

Przy okazji muszę się przyznać do głupoty - dopiero podczas lektury Starorzeczy zrozumiałem dowcip w jednym z kupletów z Kabaretu Starszych Panów:

ale z drugiej strony czy na Marsie gra,
gdy w ankiecie się Ziemianin były ma.

Brak komentarzy:

Kwintesencja konserwatyzmu

My o jedno tylko szlemy  Modły k’ niebu z naszej chaty:  By nam buty mogły śmierdzieć,  Jak śmierdziały przed stu laty...  Kazimierz Przerwa...