
Choć tak naprawdę, to już kilka lat wcześniej zetknąłem się z książka Ryszarda Kapuścińskiego. Był to Kirgiz schodzi z konia, którą to książkę dostałem w szkole jako nagrodę za dobre stopnie na koniec 2. klasy. Sam ją zresztą wybrałem - widząc na okładce mężczyznę w kapeluszu na koniu pomyślałem, że to będzie o kowbojach :-) Minęło jednak sporo czasu, zanim ją przeczytałem.
Zawsze się zastanawiałem jak on to robi - niby na chłodno opisuje fakty, wyważając racje, nie zajmując stanowiska, starając się zrozumieć wszystkich, a jednocześnie tak silnie oddziaływuje na emocje - nieraz ciarki przechodzą po plecach przy lekturze Wojny futbolowej, Hebanu czy Imperium.
Po prostu szkoda...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz